Chillogram

Chillogram
    PEAK RECORDS
    Compilation
    Chillogram
    2005

      1. Quanta
      TRIPSWITCH
      2. Sevdah
      ATRIOHM
      3. Welcome
      ET KICKBONG
      4. Desert Fractals
      FLOOTING GROOVES
      5. Nilos Dub
      PALYRRIA
      6. Purple
      THE PEAKING GODDESS COL.
      7. Ocean Kingdom
      HOL BAUMANN
      8. 8-6 Tumor Park
      KALI-FROGZ
      9. The Emerald Tablets
      DYMONS
      10. Forest Picnic
      LUCID PICNIC
      11. Rainbow Ship
      MASTER MARGHERITA
      12. Hibernation
      SYNC24
      13. Weightless
      MASTER MARGHERITA

______________________________

„Thirteen tracks of pure delight bound to please all lucky ears and souls. An audio journey through oceans and forests, mountains and deserts, watching constellations and riding supernovas…”

Natura nie jest ponura. Jeśli jeszcze się o tym nie przekonaliście, macie ku temu doskonałą okazję. Moja recepta na przesłuchanie tego albumu to: standardowo polecam słuchać tego rodzaju muzyki na łonie natury, najlepiej o poranku, a już do osiągnięcia pełni szczęścia radzę wyciągnąć się wygodnie w hamaku, założyć słuchawki i zamknąć oczy.

The trip has just begun..

Zaczyna się nieciekawie, nadciągają chmury od północy, słońca już prawie nie widać, wiatr delikatnie targa moje włosy. Pierwsze krople deszczu uderzają o moją twarz. Wyciągam przed siebie dłoń, widzę jak częstotliwość, z jaką uderzają w nią krople deszczu, wzrasta. Na szczęście przestało wiać. Stoję i moknę. Przypominają mi się czasy dzieciństwa, kiedy nigdy nie uciekałem przed deszczem,; gdzieś w głowie słyszę słowa mamy “jak zmokniesz, to urośniesz” – urocze. Fajnie tak czasem zmoknąć. Czuję, jak woda spływa po mnie strumieniami. Trawnik, na którym stoję, zamienia się w błotniste pole, po którym całkiem przyjemnie się brodzi. Światło! To promienie słońca przebijają się przez chmury. Pięknie to wygląda. Cała gama kolorów, jaką tworzą promienie przecinające strugi deszczu. Niezwykła ulotność chwili. Pada już coraz mniej. Właściwie tylko kropi. Powietrze jest teraz takie czyste. Jak przyjemnie wziąć głęboki wdech. Chmury coraz szybciej się rozstępują, ustępując miejsca ogromnej świetlistej, złotej kuli. Widać, jak ziemia oddycha. Czuję, jak słońce ogrzewa moje ciągle mokre od deszczu ręce. Bardzo przyjemne uczucie. Trawa, drzewa, krzewy wszystkie jakieś bardziej zielone, obmyte, mieniące się teraz w słońcu. I te dźwięczące w uszach dzwoneczki, flety oraz najróżniejsze odgłosy natury, takie jak śpiew ptaków, czy szum wiatru sprawiają, że zatracam orientację, czy słyszę je w słuchawkach, które ciągle mam w uszach, czy to rzeczywiste odgłosy otaczającego mnie świata.

Bardzo przyjemna chill’owa podróż przez szumiące oceany, słoneczne łąki, szamańskie wioski, ale i mroczne dżungle, góry podczas ulewy czy burze na pustyni. Jednym słowem mnóstwo odgłosów natury doskonale wkomponowanych w piękne, monotonne i delikatne brzmienie. Słuchając jej po raz pierwszy, nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia…. Może za mało skupiony byłem na wsłuchaniu się w całość, ale słuchając jej po raz drugi, uznałem, że jak najbardziej wskazane będzie włączenie przycisku “repeat all” w moim cd playerze!
______________________________

7 / 10
Marion