Mystery Of The Yeti – The Mystery Of The Yeti

Mystery Of The Yeti - The Mystery Of The Yeti
    TIP RECORDS
    Mystery Of The Yeti
    The Mystery Of The Yeti
    1996

      Part 1 A The Call
      Part 1 B The Journey
      Part 2 Tribal Gathering
      Part 3 D The Yeti Revelation
      Part 3 E Sacred Communication
      Part 4 A ‘Welcome’ To All Extra Terrestrials

______________________________

Uwaga produkt niebezpieczny i silnie uzależniający. Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Taką informacją powinna być opatrzona ta płyta, bo zanim zacznę rozwodzić się nad jej doskonałością, nie mogę nie wspomnieć o tym, że po przesłuchaniu trudno jest ponownie do niej nie wrócić. Założonego w 1994 roku labela TIP Records nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, wystarczy tylko wspomnieć, że odpowiedzialny jest za większość legendarnych już dziś albumów, które ukształtowały scenę szeroko pojęta dziś jako psychedelic. W 1996 roku po raz pierwszy zostaje wydany album zatytułowany THE MYSTERY OF THE YETI, który uderza i poraża odbiorców z siłą rozpędzonego do granic możliwości francuskiego pociągu TGV. Tego nie spodziewał się chyba nikt, a ja kręcę głową z niedowierzaniem, kiedy słucham tego albumu za każdym razem, mimo że minęło już ponad 10 lat od jego wydania. Wspomniałem, że album po raz pierwszy wydany został w 1996 roku, dlaczego po raz pierwszy? Otóż kiedy TIP Records zostało przemianowane na TIP Worlds, w roku 2004 doczekaliśmy się reedycji tego albumu. Dziś mam wrażenie, że naprawdę cały psybient’owy świat byłby o wiele bardziej ubogi, gdyby ów album nie miał szansy w nim zaistnieć.

Album zawiera jedynie sześć utworów, ale o czym warto wspomnieć – całość podzielona jest na cztery odrębne części. Każda z nich to osobna, jedyna w swoim rodzaju podróż, w której stopniowo odkrywamy tajemnicę, jaką od lat skrywa Yeti. Przeprawa przez ośnieżone szczyty Himalajów, zielone dorzecze Amazonki, czy piaszczyste wybrzeża to zaledwie niewielki skrawek tego, co przeżywamy, słuchając tego albumu. Zanim zdecydujesz się zamknąć oczy, naprawdę dobrze się zastanów, bowiem kiedy ponownie je otworzysz, nie tylko nie będziesz mógł wyjść z podziwu, ale przede wszystkim będziesz chciał jeszcze i jeszcze…

PART 1.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten dźwięk, oblał mnie zimny pot i poczułem, że nie będzie to wycieczka w niedzielę do zoo. Przepotężny zastrzyk emocji, który dostajemy wraz z pierwszym brzmieniem, nie opuszcza nas do ostatniego dźwięku. Niespokojnie obracam się to w lewą, to w prawa stronę, wyczuwając za sobą czyjąś obecność. Staram się wsłuchać i wychwycić jak najwięcej, ale mam nieodparte wrażenie, że to, co słyszę to zaledwie kropla w morzu przekazu, jaki fundują nam Mystery of the Yeti. Minęło siedem minut, z otchłani wydobywa się jakiś dźwięk, za którym ślepo podążają moje myśli, nad którymi trudno mi teraz objąć kontrolę. Czy to jedna z tajemnic, jakie skrywa tytułowy nestor? A skoro to dopiero początek, to co będzie dalej?….

PART 2.
Zdecydowanie szybciej. Wraz z rosnącym tempem otrzymujemy coraz więcej powykręcanych dźwięków, które jak klin uderzany ogromnym młotem wbijają się w nasz lekko już uśpiony umysł. Rytmiczne, wybijane mantrowym tempem dźwięki sprawiają, że odlatujemy gdzieś bardzo daleko. Panorama brzmień momentami nasuwa skojarzenia związane z muzyką przygrywaną przez gamelan, przy wykorzystaniu membranofonów, czy idiofonów. Psychedeliczna fontanna, w której kąpiel sprawia, że zalewająca nas muzyka w mistrzowski wręcz sposób zaciera granice pomiędzy sacrum a profanum; fuzja mieszających się i wzajemnie przeplatających ze sobą zmysłów powoduje, że trudno odróżnić wizję od dźwięku. Absolutna fiesta dla każdego psykonesera!

PART 3.
Na trzecią część eposu zatytułowanego THE MYSTERY OF THE YETI składają się dwa utwory, nadające nowy wymiar albumowi. OBJAWIENIE SIĘ YETI następuje bardzo powoli. Prowadząca nasze uśpione w głębokim transie umysły melodia to tylko początkowa część dzieła wprowadzająca w jego właściwą treść. To jeden z tych utworów, który bez odpowiedniej oprawy może zostać sklasyfikowany jako ten, w którym „nic się nie dzieje”, zapewniam jednak, że wystarczy zamknąć oczy, by zostać przeniesionym w zupełnie inne miejsce, ba żeby to jedno. Przyznam jednak, że wycieczka to typowy czarny szlak, jeśli zatem nie czujesz się wystarczająco na siłach, by ją odbyć, lepiej w porę zawrócić, niż połamać sobie nogi. Dodam także, że przeżycia i wspomnienia z tej podróży będą niezapomniane.

PART 4.
Ostatnia część epopei to ostateczna odsłona tajemnicy, którą skrywa Yeti. Często błędnie mylonym z mitycznym przedstawicielem niezidentyfikowanego gatunku zwierzęcia występującego jakoby w odludnych, wysokogórskich rejonach Himalajów (Indie , Nepal).
”you have heard of the yeti? the ubanamanamanala snowman? that is of course not an animal or a prehuman being, that is originally one of the internal shamans gods, the real name is Banjhakri, that means the shaman of the forest… so therefore nobody will ever find the yeti in nature, because you have to internal go in internal trance and then you’ll find the Yeti easily…”.

Idealne zwieńczenie niesamowitej podróży, którą zapewne będziecie chcieli przeżywać jeszcze niejeden raz.
Podsumowując album THE MYSTERY OF THE YETI, z pełną świadomością piszę, że to jeden z tych albumów, który sprawił, że na dobre zachłysnąłem się tą muzyką. Psychedeliczny drogowskaz i album-przewodnik, którego nie sposób pominąć.
______________________________

10 / 10
Marion