Shpongle – Are You Shpongled?

Shpongle - Are you shpongled?
    TWISTED RECORDS
    Shpongle
    Are You Shpongled?
    1998

      1. Shpongle Falls
      2. Monster Hit
      3. Vapour Rumours
      4. Shpongle Spores
      5. Behind closed cyelids
      6. Divine moments of truth
      7. And the day turned to night

______________________________

Arcydzieło, majstersztyk, biały kruk, rarytas, epopeja psychedelic trance i tak w nieskończoność. Można mówić wiele o tej płycie, ale bez wątpienia album ARE YOU SHPONGLED? zapisał się w historii jako etykieta i ikona muzyki psychedelic chillout. Projekt Shpongle tworzą Simon Posford (bardziej znany jako Hallucinogen) założyciel i „naczelny” brytyjskiego, legendarnego już labelu Twisted Records oraz Raja Ram (The Infinity Project). Niemal dwa długie lata trwały prace, zanim album został wydany w 1998 roku. Płyta ma unikatowy charakter – nigdy wcześniej, ani później nie powstało nic podobnego, nie można jej jednoznacznie sklasyfikować lub wrzucić jej do jednej szuflady z innymi płytami psy/ambient/chillout/trance. Jest jedyna w swoim rodzaju.

ARE YOU SHPONGLED?

SHPONGLE FALLS – otwierający album utwór od pierwszych dźwięków mocno nasączony psychodelicznymi wpływami, jakieś niezrozumiałe szepty, kwaśne dźwięki, Raja Ram na swym flecie wygrywa jakieś mistyczne melodie. Klimat utworu, jak i całej płyty ma charakter 'moczarowy’ – dużo tu przelewającej się wody, wilgotnych podłoży.

MONSTER HIT – zaczyna się niewinnie, bardzo delikatnie, ale uderzenie tytułowego potwora nie daje na siebie długo czekać. Wyraźnie zarysowana stopa utworu, a całość utrzymana w „dziwnym”, charakterystycznym Shpongle’owskim klimacie. Trudno słowami opisać dźwięki, jeszcze trudniej opisać dźwięki, które powstają w Shpongle’owym studio. VAPOUR RUMOURS – … Coś się dzieje! Awaria? Mamy awarię! Chyba dosyć poważną! Spadamy?! Rozbijemy się? Tak! Katastrofa jest nieunikniona! Jak nazywa się planeta, o którą się rozbijemy? Moment, sprawdzam! To niebieska planeta, zwana Ziemią! Uwaga 3 sekundy do uderzenia, dwie, jedna… „…Crashed spacecraft. An explanation that folks, sentient, extra terrestrial enitities, are somehow active on earth. But certainly there is a vast quantity of, documentation on the phenomena of unidentified flying objects.” Ktoś przeżył? Proszę uruchomić zasilanie awaryjne! Oszacujmy straty! Nie ma czasu kapitanie, nie jesteśmy tu sami? Co to znaczy nie jesteśmy tu sami? Planeta jest zamieszkała, kapitanie. Uwaga coś się zbiliża? Prędkość ok 10 km/h, kilka obiektów, będę tu za około 10 min. Zarządzam ewakuację! Zarządzam ewakuację! Czy mieszkańcy tej planety są niebezpieczni? Momencik kapitanie, włączam analizę! Jeszcze 7 sekund i będę wiedział o nich wszystko! Mam! Mam! Nie, sir! Nie mogą nam zagrozić! Są bardzo słabo rozwinięci! Nazywają się „ludźmi”, ich mózg waży do 1,5 kg. Nieważne! Zarządzam ewakuację! „We can not rule out the possibility that creatures, who may well be superior to us, are interested in what is happening on our earth. These unidentified flying objects that appear to display unique characteristics, such as their speed, their rapid manouvering and so on, must be studied in the interest of mankind.” „It’s 3 o’clock. What may well be the most important afternoon in the history of this world. Humanity’s first contact with an extra terrestrial species.” „We’re receiving a transmission. We’re seeing some sort of vapour. I don’t know, gas or something? Wait – something is happening !”

SHPONGLE SPORES – myślisz, że powinniśmy? Nie boisz się? – Najpierw muszę je zdobyć! Oddzwonię, jak będę je miał! – odparł i schował telefon do kieszeni. Doskonale orientował się, gdzie jest, mimo że ostatnio rzadko bywał na tym piętrze. Jeszcze tylko kilka kroków i będę na miejscu. „To zapewne największe laboratorium, jakie w życiu widziałeś, zarodniki znajdują się w zielonej probówce! Pamiętaj zielona probówka! ” – ciągle słyszał w głowie słowa pracownika laboratorium. To ostatni korytarz…, już widać drzwi. Jego krok stawał się coraz mniej pewny, biały laboratoryjny kitel delikatnie plątał się między jego nogami. Wreszcie znalazł się na wprost drzwi. Teraz tylko przyłożyć palec do czytnika, by je otworzyć. Nie powinno być problemu, w końcu otwierał je kilka razy dziennie. Tym razem jednak zawahał się, nim przycisnął delikatnie spocony kciuk. BEEEEEP! Drzwi otwarły się. „Zielona probówka, zielona probówka” – ta myśl dręczyła go, odkąd obudził się dziś, jak zwykle o 6:05. W laboratorium panował półmrok. Doskonale wiedział, gdzie trzymano zarodniki, miał z nimi do czynienia każdego dnia. Jednak wiedział, że dziś jest tu po raz ostatni. Energicznie otwarł lodówkę, delikatna mgiełka zamrożonego powietrza wylała się z wnętrza. Wyciągnął probówki. Zadrżała mu ręka. Jest! Ostatni rząd po lewej stronie. Zielona probówka. Tym razem już nie miał wątpliwości – wiedział, że teraz już nic nie jest w stanie go powstrzymać! Zarodniki ukrył błyskawicznie w aksamitnym futerale, który schował w kieszeni. Tym razem korytarze pokonywał bardzo szybko, niemal, że biegł. – Do zobaczenia jutro, doktorze! – rzuciła szybko recepcjonistka, a ten tylko uśmiechnął się szyderczo….

BEHIND CLOSED EYELIDS – „Behind closed eyelids. In very many cases, the visionary quality, the quality of the vision so to say, spills over, into the external world, so that the experiencer, when he opens his eyes, sees the outer world transfigured…” Za zamkniętymi powiekami? Kreślony kredkami przez samego mistrza halucynogenny świat wizji, obrazów, dźwięków, abstrakcji, zależny jedynie od mojej wyobraźni. Boże! Ile tu się dzieje! Ile szczegółów, detali, jak kolorowo, nie potrafię, choć na chwilkę skupić się tylko na jednej rzeczy. Kwiaty – jakie one piękne, kolorowe, uwielbiam zieleń. Jest jej dużo! Bardzo dużo! Sam decyduję, gdzie chcę być, co ma mnie otaczać. Mogę sprawić, by padało. Tak, niech pada deszcz. Niech będzie ulewa! Chce zmoknąć. Jak pięknie krople osadzają się na liściach! Odrzucam włosy z czoła. Ptaki na drzewach biorą letnią kąpiel. Wyciągam ręce na boki. Głowę odchylam do tylu, patrząc w niebo. Czuję każdą kroplę, która odbija i rozpryskuje się o moje ręce i twarz. Teraz chcę słońce. Już wychodzi zza chmur. W taką pogodę chcę być w lesie. Tak, polana będzie idealna! Znów ta zieleń! Usiądę na chwilę na trawie! Widzę, jak zmienia się struktura nieba. Jak pięknie mieć taką zdolność? Żałuję jedynie, że nie mogę nikomu tego pokazać, szkoda że nawet tych najbliższych memu sercu nie mogę zaprosić do świata, w którym jestem. Świata „ZZA ZAMKNIĘTYCH POWIEK”.

DIVINE MOMENTS OF TRUTH – niestety, mimo wielu podejść i minut zmarnowanych przed monitorem, nie jestem w stanie opisać tego kawałka, zdecydowanie jest to mój faworyt. Próbowałem wiele razy, ale za każdym mój język okazuje się być zbyt ubogi, by przekazać, co czuję, słuchając DIVINE MOMENTS OF TRUTH. Wierzę, że każdy słuchając tego kawałka, będzie w stanie napisać swój własny scenariusz, więc nie chciałbym nic sugerować moją interpretacją. “ Dmt, dmt, doo dee doo dmt, lsd doo dmt, lsd doo dmt… Divine moments now, divine moments of truth, total and utter cosmic stuff…”

AND THE DAY TURNED TO NIGHT – A DZIEŃ STAŁ SIĘ NOCĄ. Fenomenalny, prawie 20 minutowy track, doskonale nadający się na zakończenie albumu. Słuchając całości, na pewno dojdziemy do wniosku, że żaden utwór nie jest przypadkowy, że ich kolejność to również nie dzieło przypadku. Dzień zamienia się w noc! Ale zapewne podzielicie moje zdanie, że nie był to zwykły dzień. Tak wiele się wydarzyło, czasem mijają długie lata, a nie wydarzy się tak wiele, jak tego dnia. Myślicie, że słuchając ponownie tego albumu, znów przeżyjecie ten dzień? Że wrócą wspomnienia? Że emocje będą zbliżone? Zapewniam, że NIE! To jeszcze jednak nie koniec. Pozostał jeszcze test, a właściwie pytanie, na które powinniśmy sobie odpowiedzieć, kiedy zamilkną ostatnie dźwięki:

ARE YOU SHPONGLED?
______________________________

10 / 10
Marion