Mana Medicine

Mana Medicine
    DRAGONFLY RECORDS
    Compilation
    Mana Medicine
    2001

      1. Elephant Waltz (rmx)
      JAIRAMJI
      2. Die Ashanti
      ZEN LEMONADE
      3. Ishka
      ANGEL TEARS
      4. Escape From Tulse Hell
      OTT
      5. Shamanic Tea
      TRIPSWITCH
      6. Aushadhi
      GREY BEARD
      7. Cosmic Jam
      NOODREEM
      8. Infusion
      DRIFT
      9. Orcadrift (Turtledub rmx)
      LISA WALKER
      10. D’Maot Malach
      ANGEL TEARS

______________________________

Album wydany w 2001 roku przez znany label Dragonfly Records, a właściwie jego sublabel Liquid Sound Design jest niejako odpowiedzią, na owianą wielkim sukcesem płytę Alex Patersons 'JOURNEY INTO PARADISE’. Zacznijmy od genezy nazwy albumu. Sanskryt jasno definiuje znaczenie wyrazu „mana”, który oznacza „umysł”. Drugiej części frazy, czyli „medicine”, chyba wyjaśniać nie trzeba. Tak więc – zielona okładka, swoją drogą całkiem ciekawie zaprojektowana, przedstawia nam pucharek z owym lekarstwem, który ma uzdrowić nasze umysły. Czy zdecydujemy się go wypić? Spróbować i poddać jego działaniu? Ja z chęcią przechylam to naczynie i wypijam do samego dna. Teraz już tylko czekać na efekty.

Jeden z najbardziej znanych i cenionych angielskich reżyserów Alfred Hitchcock, kiedy poproszono go by w skrócie opisał swój film pt. 'Psychoza’ powiedział: „zaczyna się od burzy, a potem jest już tylko gorzej…” Podobnie jest w przypadku utworu, który otwiera składankę „ELEPHANT WALTZ”. Tu też już pierwsze dźwięki sprawiają, że czujemy się jak podczas wiosennej ulewy, a na pioruny i błyskawice nie musimy długo czekać. Na szczęście Jairamji nie daje nam długo moknąć. Gdy tylko przestaje padać, wyraźnie daje się usłyszeć śpiew ptaków, gdy wsłuchamy się bardziej usłyszymy nawet jak otrzepują się z deszczu. W oddali widać już samego Jairamji, który przy użyciu jakichś mistycznych i obcobrzmiących zaklęć wywołuje z dżungli słonie. Ich rytmiczne, ciężkie kroki rzeczywiście można porównać do tytułowego „walca”. Choć nie ma w tym szyku i gracji, słonie poruszają się bardzo niezgrabnie, dudnienie i mozolnie wykonywane kroki, nadają nieco chaotyczny wyraz całemu utworowi, a tytuł wydaje się mieć charakter raczej ironiczny i potraktowany z przymrużeniem oka.

Zen Lemonade – DIE ASHANTI to bardzo rytmiczny i przyjemny kawałek. Jego monotonne brzmienie naprawdę uspokaja i przyprawia o przyjemny dreszczyk na plecach. Tam-tara-tam tam-tara-tam towarzyszy nam przez całą długość utworu, hipnotyzuje i nadaje szamański ton. Tam-tara-tam tam-tara-tam, tam-tara-tam tam-tara-tam, tam-tara-tam tam-tara-tam.

Jako trzecią i ostatnią pozycję zajmuje Angel Tears i kolejno utwory ISHKA i D’MAOT MALACH. Oba utwory utrzymane w podobnym stylu, delikatne, orientalne kobiece wokale w połączeniu z delikatną stopą zapewne przypadną do gustu wielbicielom muzyki odległego Półwyspu Indyjskiego.

Jeśli ktoś poprosi mnie o wskazanie faworytów to na pewno, bez chwili zwątpienia wybiorę Ott – ESCAPE FROM TULSE HELL, Tripswitch – SHAMANIC TEA i Noodreem – COSMIC JAM. Każdy z tych utworów jest wg mnie właśnie swoistego rodzaju lekiem – pomagającym „naprawić” zbłąkany umysł. Podobnie jest z bardzo leniwym INFUSION, którego prezentuje nam w całej swej krasie Drift.

Ogólnie album nie zachwyca, nie powala na kolana i trudno go nazwać płytą wybitną. Mimo tego, że został wydany przez samego Dragonfly’a, mimo że na składance znalazło się pokaźne spektrum cenionych i znanych artystów jak choćby Tripswitch czy Angel Tears, to jednak „MANA MEDICINE” pozostawia spory niedosyt. Nie wiem, dlaczego jednak często wracam do tej płyty i na nowo próbuję się do niej przekonać. Czy MANA MEDICINE to rzeczywiście antidotum dla zbłąkanego umysłu? Dla mnie na pewno nie, ale nikomu płyty nie odradzam, a wręcz przeciwnie! Może znajdziecie w niej to, co mi tak trudno jest w niej dostrzec.
______________________________

6.5 / 10
Marion