Ott – Mir

English / Polish version

Ott - Mir
    OTTSONIC
    Ott
    Mir
    2011

      1. One Day I Wish To Have This Kind Of Time
      2. Adrift In Hilbert Space
      3. Owl Stretching Time
      4. Squirrel And Biscuits
      5. A Nice Little Place
      6. Mouse Eating Cheese
      7. The Aubergine Of The Sun

______________________________

“Muzyka – po milczeniu – najlepiej wyraża to, co niewyrażalne”
Aldous Huxley

Nareszcie. Po długim wyczekiwaniu, trzeci już album Brytyjczyka kryjącego się pod pseudonimem Ott wpada w moje ręce. Zanim jednak poświęcę się wywodom dotyczącym zawartości tego srebrnego krążka, wspomnę może coś niecoś o samym artyście. Ott na pewno nie jest nowym „produktem”, a chyba nie wszyscy wiedzą, że muzyką zajmuje się już od wczesnych lat osiemdziesiątych. Kompozytor, producent, pracoholik, wykonawca, dźwiękowiec, pasjonat i można by tak chyba w nieskończoność. Mało kto wie również, że w połowie lat osiemdziesiątych Ott współpracował z takimi artystami jak: FSOL, The Orb, Brian Eno, a chodzą nawet słuchy, że z Sinead O’Connor – wszyscy wydają się zgodnie mówić o nim tylko w jeden sposób: „He’s a professional”.

Od 2002 roku, kiedy zdecydował się popełnić (moim skromnym zdaniem) największe dzieło swojego życia, jest oficjalnie kojarzony z brytyjską wytwórnią Twisted Records. A o jakie dzieło chodzi? Oczywiście o remiksy utworów Hallucinogena, które w konsekwencji wydane zostały jako album zatytułowany HALLUCINOGEN IN DUB (kto nie miał jeszcze okazji zapoznać się z tym albumem, nie powinien wypowiadać się na temat muzyki psychedelicznej) – rewelacja. Oczywiście to był dopiero początek działalności Otta pod skrzydłami Twisted. Rok później ukazuje się jego pierwszy longplay pod tytułem BLUMENKRAFT, a po kolejnych pięciu (zbyt długich) latach SKYLON, zarówno jeden jaki i drugi to doskonałe, dubowe produkcje i przy założeniu, że każdy szanujący się wielbiciel psychedelicznych, niskich, basowych brzmień zna owe albumy, nie będę się rozdrabniał nad ich szczegółowym opisywaniem.

MIR. Kosmiczna cyrkulacja dubowych, tak charakterystycznych dla Otta brzmień uderza po raz kolejny. Styl rozpoznawalny już po pierwszych dźwiękach, ten typowy Ottowski klimat, jednak w zupełnie świeżej, odmienionej aranżacji. Jak zwykle nie brakuje także tak lubianych przeze mnie w twórczości Brytyjczyka nawiązań i wykorzystania dźwięków natury. Tu zaćwierka ptaszek, tu pokołysze nas ciepły letni zefirek, tu znowu słychać bzyczenie jakichś owadów, sielanka rzec by się chciało. Wszystko okraszone dubowym, leniwym, słonecznym, bujającym basem, który przeplata się z niebanalnymi melodiami – wagotonia gwarantowana.

A co nowego? Na pewno pewien rodzaj eksperymentu z popularnym obecnie glitchem i troszkę bardziej „brudnymi” dźwiękami, co akurat mi osobiście nie zawsze przypada do gustu, ale przyznam, że w niektórych numerach brzmi to naprawdę dobrze. Jak mawiają, nie można stać w miejscu, więc i pewnie Ott zdecydował się na mały krok, a czy do przodu – musicie ocenić sami.
Jak wspomniałem wcześniej, album ma typowo letni charakter, często zdarza mi się słuchać go podczas jazdy na rowerze po lasach i polach, kiedy słonko mocno grzeje moje plecy. Myślę, że fani Otta na pewno nie będą rozczarowani tą produkcją, która tym razem nie ukazała się za pośrednictwem labela Twisted Records, tylko przez stworzoną specjalnie na tą okazję wytwórnię Ottsonic. Idealna na lato!

______________________________

7 / 10
Marion