Swen (dzoncy) Stroop

[ teraz już Ashoka ] English / Polish version

Swen (dzoncy) Stroop
    WHERE: Milky Way
    WHAT: psychedelicatessen
    ALBUM: Requiem, Mozart
    PARTY: zabawa przy burzeniu Rzymu
    LIKE: szukanie
    DISLIKE: myślenie, że się znalazło
    PRIVATELY: ommm…..
    CONTACT:
    - E-mail
    - Strona oficjalna

______________________________
Muzyczne bio Stroop’a można zawrzeć w jednym zdaniu: dwa lata samotnie w garażu. Przedtem kilkanaście lat znajomości z gitarą klasyczną (dziś piękna Admira Malaga), które nie owocowały publicznymi koncertami – artystyczne ambicje szły w kierunku malarstwa i rysunku. Dwie autorskie wystawy, jedna z surrealistycznym malarstwem, druga z psychodelicznymi portretami, rysowanymi na zamówienie lub z osobistej potrzeby. Radosne malarstwo na strychu plus romans z ruchem hipisowskim doprowadziło Stroop’a na skraj śmierci głodowej i musiał zacząć wykorzystywać swoje umiejętności do zarabiania na chleb, najpierw jako nauczyciel plastyki, potem fotoedytor i projektant w reklamie. Ta prostytucja musiała się kiedyś skończyć i Stroop wrócił do zainteresowań otchłaniami ludzkiej duszy – czyli różnymi rzeczami, które zaczynają się od „psycho-”. Psychologia, psychoterapia i na koniec psychodelia, czyli świat zatoczył swoje koło i wrócił w miejsce, gdzie można znów odlatywać w nieznane zakamarki własnego umysłu przy pomocy sztuki. Tym razem bez obawy o śmierć głodową. Dwa lata garażu zaowocowały materiałem na pełną płytę – co z tego wyniknie, zobaczymy. Swen (Dzoncy) Stroop dopiero zaczął się rozkręcać…
______________________________

Ashoka: No to witamy i startujemy. Może zacznę niestandardowym pytaniem, ale skąd Tyś się urwał, chłopie? Dla przypomnienia napiszę, że do grudnia 2008 roku tak naprawdę niewielu słyszało o Tobie. Pojawiłeś się z nikąd, a Twoje produkcje od razu wywołały niemały zachwyt wśród odbiorców. Czy możesz to jakoś skomentować?

Stroop: Tak naprawdę to do niedawna nie wiedziałem, jaką ja właściwie muzykę tworzę. Robiłem ją „w garażu”, dla własnej przyjemności muzycznego tripowania. Kontakt z innymi muzykami miałem dzięki forum Beatsfactory, któremu głównie zawdzięczam doszlifowanie techniki. Na zawartość ludzie reagowali bardzo różnie, zależnie od środowiska. Ale dopiero niedawno załapałem związki mojej muzyki z chillout’owym psytrance’m i wtedy zostałem bardzo mile zaskoczony – to się naprawdę ludziom podoba! Tylko muszą mieć podobną skłonność do muzycznego tripowania.

Ashoka: Pewnie nie zostałoby mi wybaczone, gdybym nie zapytał Cię o Twoją ksywkę, bo domyślam się, że z domu wyniosłeś inne nazwisko.

Stroop: Od razu zakładałem, że nie będę się kierował tym, jak moja muzyka będzie odebrana, więc będzie ludzi „swędzieć”. Lubię piskliwe tony takie, jak palcem po szybie. A poważniej: muzyka ma coś zasiać, ma pobudzać, niepokoić, nie pozwalać zamrzeć w bezruchu. Trzeba do niej wracać, rozdrapywać od nowa, jak swędzący strup. A poza tym, trochę mnie śmieszy to „zanglizowanie” ksywek polskich twórców. Mojego nazwiska postanowiłem w muzycznej karierze nie używać – wtedy lepiej się czuje, jak daleko się odleciało.

Ashoka: Powiedz nam, czego sam słuchasz na co dzień? Jakie są Twoje ulubione wytwórnie?

Stroop: Dużo bardzo różnej muzyki. Tak chronologicznie to Pink Floyd, elektronika new romantic, jak Ultravox, potem długi okres wielbienia Mozarta, potem trochę nie wiedziałem, co dalej i pomógł legendarny label 4AD, szczególnie Dead Can Dance, potem poszło głębiej, w stronę bardziej niszowej muzyki celtyckiej, jak Capercaillie, Altan – to są kapitalne klimaty, a potem z rozpędu wpadłem na muzykę typu Celtic Cross, czy Afro Celt Sound System i już jesteśmy prawie w domu: jak usłyszałem Are You Shpongled? , to otworzył się nowy rozdział. W każdym razie psychodelia przewijała się w moich fascynacjach muzyką etniczną i folkową, a do tego gdzieś z boku zawsze trochę metalu: kiedyś Led Zeppelin, dziś np. Rage Against The Machine. Myślę, że moja muzyka to wypadkowa tych fascynacji.

Ashoka: Dlaczego akurat psychill? Co takiego wyjątkowego jest w tej muzyce, że zająłeś się właśnie nią?

Stroop: Mówiąc najkrócej: zdrowe tripowanie. Odmienne stany świadomości bez chemicznych trucizn. Umysł poza granicami. Trudno to powiedzieć słowami. Jest taka teoria Grofa, która mówi, że świat to hologram, który my zwykle oglądamy z jednej tylko strony. Psychill pomaga oglądać świat pod różnymi kątami. W każdym razie na początku nawet nie wiedziałem, że to psychill. W moim przypadku ta muzyka pozwala nie umrzeć. Tak na oko oceniam, że 95% ludzi w moim wieku jest martwa, tylko jeszcze o tym nie wie.

Ashoka: Cieszymy się, że to właśnie na naszej imprezie będziesz miał okazję zadebiutować i pokazać się przed większą publicznością. A jakie Ty masz odczucia?

Stroop: Bardzo jestem ciekaw, czy istnieją ludzie, w podobny sposób pokręceni jak ja. Jeśli moja muzyka trafi do słuchaczy, to znaczy, że tak. To by było miłe. To znaczy, że nie wszyscy przychodzą na imprezę tylko po trance’ową lobotomię. Nie żebym coś miał przeciwko lobotomii, ale w rozsądnych granicach.

Ashoka: A jakie są Twoje muzyczne plany na przyszłość? Marzy Ci się znalezienie swojego kawałka na składance wydanej przez Ultimae Records, czy raczej nie masz tak ambitnych planów?

Stroop: Nie mam dalekosiężnych planów. Jeśli muzyka będzie się podobać, to wszystko potoczy się samo. Skupiam się na tym, by się brzydko nie sprzedać, bo to przestanie być zabawne. Mam starać się wyrażać muzyką jak najdokładniej to, co czuję i myślę – reszta przyjdzie sama.

Ashoka: Co masz w planach zagrać 13 marca w INQ? Przygotowałeś już jakiś materiał?

Stroop: Jestem w trakcie przygotowywania materiału pod live act, czyli budowania klimatu, przepływu – przy okazji trochę ulepszam aranże, bo niektóre kawałki powstały dosyć dawno i dziś już mnie technicznie nie zachwycają… Będą na pewno te uznane już utwory, ale też nie zamierzam się specjalnie podlizywać publiczności – będą też te, które ja lubię najbardziej.

Ashoka: Wystarczy może o muzyce, opowiedz nam trochę o sobie, co robisz na co dzień, jakie są Twoje pasje (oczywiście te poza muzyką), ogólnie daj się nam bliżej poznać.

Stroop: Interesuje mnie wszystko, co w nazwie ma na początku „psycho”. Na co dzień jestem psychoterapeutą, zanurzam się wspólnie z moimi klientami w ich umysłach… To czasem piękne, czasem wstrząsające podróże. Ale to na pewno jest żywe i prawdziwe. Gdybym miał sprzedawać kopiarki, albo coś w tym stylu, chyba musiałbym zakończyć żywot już w tym miejscu. Życie jest piękne, tylko trzeba mieć odwagę wciąż podróżować – i nie mówię tu o Last Minute do Tajlandii. Wolność i niezależność umysłu to coś wspaniałego. Dużo dla mnie znaczy sztuka – miałem kiedyś parę wystaw malarstwa i rysunku, oczywiście baaardzo psychodeliczna to była twórczość. Moim Bogiem jest przyroda, w ogóle mam czasem wrażenie, że ktoś coś namieszał z moim umysłem i przerzucił go z głowy celtyckiego mnicha w dzisiejsze czasy i przez to tak teraz chodzę i się dziwię, gdzie ci ludzie tak pędzą…

Ashoka: Od dawna śledzisz scenę psychill na świecie? Czy Twoim zdaniem zmierza ona w dobrą stronę? Proszę Cię o wypowiedź w tym temacie.

Stroop: Od trzech lat. Nie wydaje mi się, żebym znał ją dobrze, ale wiadomo, że tej twórczości w radiu się nie znajdzie, trzeba szukać samemu i w końcu każdy wie tyle, ile znajdzie. Jeśli mam być szczery, większość z tego to potworne smuty. Włączam coś i po pięciu sekundach wiem, co będzie dalej, jak się skończy itd. Wielu twórców uważa chyba, że celem psychodelii jest uśpienie słuchacza, czyli taki trip bardziej opiatowy. Ja jestem fanem tripów bardziej peyotlowych, czyli takich, które mają umysł ożywić, sprawić, że będzie myślał o rzeczach, o których istnieniu dotąd nie wiedział i że będzie myślał o tym nieużywaną do tej pory częścią mózgu. Jestem przeciwnikiem odmóżdżania muzyką, używania jej do zapominania, jak mam na co dzień przerąbane – muzyka psychodeliczna jest po to, by słuchacz na drugi dzień wstał i powiedział sobie: od dzisiaj, k..wa, zajmuję się astrofizyką, albo życiem goryli mandżurskich, bo szkoda życia na kserowanie faktur dla mojego tępego szefa. Psychodelia to rewolucja. Jeśli tego nie zrobisz, jeśli się uśpisz, to jutro będziesz już na tyle tępy, że zajmiesz miejsce szefa.

Ashoka: Na koniec chciałem zapytać Cię, który ze stworzonych przez Ciebie kawałków jest najbliższy Twemu sercu i dlaczego?

Stroop: Lubię BRAINSPLITTING, bo trochę nie bardzo wiem, jak mi się udało go stworzyć – dzięki niemu wiem, że mam jeszcze sporo nieużywanego mózgu do odkrycia. Lubię też WITCH’S PRAYER, bo wprawia mnie w mitologiczno – medytacyjny klimat – taki, który najbardziej lubię. Oba usłyszycie oczywiście.

Ashoka: Dzięki za udzielenie tego wywiadu i do zobaczenia w Katowicach na Ritual Tales. Howgh!

[07.02.2009]