Banco De Gaia ‎– Last Train To Lhasa

English / Polish version

Banco De Gaia ‎– Last Train To Lhasa
    PLANET DOG
    Banco De Gaia
    Last Train To Lhasa
    1995

      CD1.1 Last Train To Lhasa
      CD1.2 Kuos
      CD1.3 China (Clouds Not Mountains)
      CD1.4 Amber
      CD1.5 Kincajou
      CD1.6 White Paint
      CD1.7 887 (Structure)
      CD2.1 Kuos (Gnomes Mix)
      CD2.2 Kincajou (Duck! Asteroid)
      CD2.3 Eagle (Small Steppa Mix)
      CD3.1 China (Follow The Red Brick Road)
      CD3.2 Amber (Insect Intelligence)
      CD3.3 887 (Darkside Return)

______________________________

LAST TRAIN TO LHASA to ponadczasowy i wręcz kultowy album, za którym stoi wszystkim znany i lubiany Banco De Gaia, czyli nie kto inny, jak angielski muzyk, Toby Marks. Album z 1995 roku doczekał się aż trzynastu wersji wydawanych przez przeróżne wytwórnie, jednak to trzypłytowy album wypuszczony na rynek przez Planet Dog jest tym najbardziej rozpoznawanym przez większość słuchaczy. Co wyróżnia ten album na tle innych? Dlaczego jest to tak kultowa pozycja? Sprawa jest prosta, w albumie tym nie chodzi o zawartość muzyczną, lecz o ideologię płynącą prosto od samego autora, który stara się zwrócić uwagę na cierpienia i prześladowania narodu tybetańskiego. Tuż po ogromnym sukcesie jednego z pierwszych albumów, jakim była MAYA i wspólnej europejskiej trasie wraz z muzykami z Transglobal Underground, Toby zaczął zbierać swoje pierwsze inspiracje związane z kulturą Wschodu, a przede wszystkim z tłamszonego przez naród chiński Tybetu. Tak właśnie stał się członkiem The Tibet Support Group, będącej częścią organizacji International Tibet Independence Movement. W odpowiedzi na protest przeciwko budowie linii kolejowej pomiędzy Xining a Lhasą, Toby stworzył dwunastominutowy utwór będący zalążkiem tego albumu. Płyty będącej rezultatem politycznych zachowań i braku poszanowania drugiego człowieka. Tytułowy, dwunastominutowy protest song stał się rozpoznawalnym znakiem dla każdego z nas; nie ma chyba osoby, która nie kojarzy tego „zbudowanego” na szczycie lokomotywy buchającej parą, zapętlonego i uzupełnionego tybetańskimi chantami utworu. Kawałek ten doczekał się również mocno rozpoznawalnego klipu wideo, ukazującego życie codzienne Tybetańczyków, ich kulturę, tradycje oraz ten gorszy rozdział, czyli prześladowania Chińczyków.

Źródło: Banco De Gaia – Last Train To Lhasa

Podążając za rozpędzoną lokomotywą, dojeżdżamy do KUOS, utworu, który swój początkowy, świetny, etniczny charakter łączy z dość pretensjonalnym beatem, co jest chyba nie do końca udane, lecz kolejny raz genialne, tybetańskie intonacje pozwalają nam poczuć cel i główny przekaz tej płyty. Ten sam utwór dostajemy podany na tacy jeszcze na płycie numer dwa, lecz tym razem jest to wersja GNOMES MIX, która brzmi zdecydowanie lepiej niż oryginał. Głosy tybetańskie zostały zastąpione lekkim pomrukiem etnicznych instrumentów, na czym zyskała atmosfera utworu, która stała się bardziej tajemnicza i na swój sposób fascynująca. CHINA – opowiada nam krótką historię staruszka i jego dziecka, którzy codziennie musieli wspinać się przez ogromne góry, aby dotrzeć do swoich pól. Pewnego dnia staruszek postanowił przesunąć góry, aby ułatwić sobie dostęp do pola, dlatego wraz z dzieckiem zaczął przerzucać kamień po kamieniu, aż któregoś dnia przechodzący obok nich wędrowiec zapytał, czy to w ogóle możliwe, żeby udało im się przesunąć tak ogromne góry. Staruszek odpowiedział, że prawdopodobnie nie, lecz on ma dzieci, z kolei jego dzieci będą mieć swoje, i to oni będą kontynuować jego pracę, aż osiągną zamierzony cel. Taki cel został zrealizowany przez Chińczyków, może nie dosłownie przez przesunięcie gór, ale w inny sposób, a utwór ten stał się jakby pieśnią klęski narodu tybetańskiego. Gdy wsłuchamy się w ten kawałek, jest on dosyć smutny i przygnębiający, a dźwięk sitar i harf tylko pogłębia ten nastrój. Wersja FOLLOW THE RED BRICK ROAD zawarta na płycie numer trzy również nie nastraja optymizmem, a tylko daje wyraźniej do zrozumienia, do czego potrafi być zdolny człowiek. Po utworach nie napawających optymizmem mamy z kolei dość melodyczny i ciekawy AMBER. Orientalny kawałek ze sporą dawką ciekawych, zapętlonych dźwięków z dodatkiem męskiego wokalu, który wydaje się wyśpiewywać coś w rodzaj pieśni pochwalnej – ale może to tylko moje odczucie. W każdym razie utwór jest ciekawy, ale na pewno nie powalający na kolana. Tak samo, jak paru poprzedników, również AMBER otrzymał swoją inną wersję w postaci INSECT INTELLIGENCE (płyta numer trzy) i oprócz tego, że jest tylko troszkę dłuższy niż oryginał, nic innego specjalnie go nie wyróżnia. KINCAJOU – miły i przyjemny, taki troszkę słodki i radosny. Dobra odskocznia od poprzednich, trochę zadumanych kompozycji, ale chyba zdecydowanie lepiej zwrócić uwagę na CD numer dwa i wersję DUCK! ASTEROID, która trwa aż trzydzieści sześć minut. Przyjemne, snujące się plamy dźwiękowe tego kawałka w połączeniu z tak długim czasem trwania wręcz hipnotyzują i wciągają nas w błogi letarg podróżowania po tybetańskich miastach. Atmosfera budowana z sekundy na sekundę, bez jakiegokolwiek mocniejszego uderzenia potęguje tylko i wyłącznie niesamowitą moc i charakter tego utworu. Przyznam szczerze, że jest to chyba najlepsza pozycja tego albumu. WHITE PAINT próbuje być wspaniałym kawałkiem, ale bywa nieco drażniący. Taka mieszanka dobrego ze złym, która w moim odczuciu nie zdała do końca swojego egzaminu. Pierwszą płytę kończy 887 (STRUCTURE) – utwór, który buduje atmosferę spokoju i mimo że, gdy wydaje się, że nagle wystrzeli i poniesie nas w dalekie przestworza, to wszystko ponownie wraca do rozkosznych, delikatnych dźwięków. Warto też tu wspomnieć o niesamowitych, tajemniczych dźwiękach pojawiających się gdzieś w połowie utworu. Ni to odgłosy tętniącego życia, ni to bicie tybetańskich dzwonków, trzeba przyznać, że i tym razem Toby wzbił się na wyżyny swoich możliwości, a jeśli powiem, że czerpał tutaj dużo z twórczości grupy The Orb, to nie będę w błędzie. Również i 887 doczekał się innej wersji – DARKSIDE RETURN (płyta numer trzy). Tym razem jestem jednak zwolennikiem oryginalnej wersji i nawet, jeśli ta ponad dwudziestominutowa wersja jest naprawdę dobra, to jednak atmosfera panująca w tym kawałku jest dla mnie zbyt przytłaczająca. Aby zamknąć całość, trzeba wspomnieć jeszcze o ostatnim kawałku zawartym w tym trzypłytowym wydaniu, a mianowicie EAGLE (SMALL STEPPA MIX), który to znalazł się na drugiej płycie. Kawałek nieco odbiegający od nawiązań do Tybetu, a za to ponownie podobny do utworów formacji The Orb. EAGLE staje się statkiem kosmicznym APOLLO 11 i wraz z nami wyrusza w wszechświat w poszukiwaniu lepszego jutra zarówno dla nas, jak i tych paru milionów Tybetańczyków.

Takiej płyty, czy też płyt nie da się podsumować jednoznacznie. Mamy tu zarówno sporą dawkę solidnej muzyki, jak również sporą dawkę przemyśleń niezwiązanych z muzyką. Każdy z nas znajdzie tu coś, co na pewno pozostanie w jego pamięci na długi czas, a do płyty nie raz będziemy chcieli wrócić.

Niech każdy z nas sam oceni, ile warta jest ta płyta.

______________________________

8 / 10
Tofik